Niewdzięczność armii i biblioteczny głód

Keep out No entryZacząłem ostatnio czytać Orwella. Wypożyczyłem sobie Folwark Zwierzęcy, Rok 1984 i Brak Tchu. Przeczytać zdążyłem tylko Folwark (swoją drogą serdecznie polecam, fenomenalne), w Roku 1984 udało mi się dojechać do połowy. Co dalej?

Ano zabrali mi książki. Do domu zadzwonili i powiedzieli, że wypożyczone książki mają zostać zwrócone bezzwłocznie. Powód? Emeryci wojskowi nie mają dostępu na teren jednostki ani możliwości wypożyczania książek z tejże biblioteki.

Jak to, że nie można sobie frywolnie hasać po jednostkowych koszarach potrafię zrozumieć, tak tego, że "keep out no entry" dla żołnierzy z kilkudziesięcio letnim stażem, aktualnie emerytowanych kompletnie nie pojmuję. Już pomijając tę kwestię, że to jest niedorzeczność, to co gorsza podchodzi się do nich z brakiem szacunku. Bo jakby tak po prostu ładnie, po ludzku przekazać, że jakieś tam nowe, cholerne zarządzenia zmuszają ich do odebrania wszystkich książek, itp, itd, to byłoby z pewnością inaczej. A tu masz tu takich niewdzięczników.

Swoją drogą doskonale wiedziałem, że prędzej czy później tak się stanie. Od ostatnich 2 lat trzeba się było mocno prosić, żeby zostać tam wpuszczonym i nawet dobre znajomości czasem nie pomagały. Ale jakoś się tam zawsze udawało, wszystko, co się chciało, to się wypożyczało. No a teraz?

Co zrobić, pojadę sobie 10 km do gminy, wyrobię kartę biblioteczną w miejskiej, publicznej i będę pożerał kolejne knigi. Zasady są praktycznie te same - darmo i maksymalnie 2 miesiące przechowywania. Tylko trzeba się najpierw zebrać, żeby tam pojechać to raz, a dwa na bilety wydać. No ale cóż, mówi się trudno, bo wyjścia innego nie ma, a czytać trzeba.


Dodaj komentarz

Zostaw komentarz: