Powstanie warszawskie w kontekście międzynarodowym i politycznym

Powstanie warszawskie to zbrojne wystąpienie przeciw niemieckim wojskom okupującym Warszawę. Miało miejsce w dniach 1 sierpnia – 3 października 1944 roku, a jego głównym celem było uratowanie stolicy przed zagładą ze strony hitlerowskiej armii i zachowanie suwerenności kraju, aby odtworzyć legalne władze państwowe. Niestety wystąpienie to zakończyło się klęską.
Sukces powstańców zapewniłby także Polakom niezależność od poczynań rosyjskiego dyktatora – Józefa Stalina. Chciał on zawładnąć naszym krajem, co prawda nie przez dokonanie aneksji czy też inkorporacji, ale poprzez sterowanie wysłanym przez siebie rządem - Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego. Miałoby to jednak i tak niewielkie znaczenie - rządy również polegałyby na komunistycznej dyktaturze, ograniczającej nasz naród w każdej dziedzinie życia.
Powstanie miało także jawnie sprzeciwić się nowemu „porządkowi politycznemu”, ustalonemu przez tzw. Wielką Trójkę, czyli Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię i Rosję. Państwa te pod koniec 1943 roku wspólnie ustaliły granice, podział i „przynależność” całej Europy Wschodniej, dzieląc je na strefy operacyjne. Związek Radziecki niemal zażądał, aby nasza ojczyzna znalazła się w strefie operacyjnej Armii Czerwonej. Niestety zarówno prezydent Franklin D. Roosevelt, jak i premier Winston Churchill, przedstawiciele odpowiednio USA i Wielkiej Brytanii, ulegli Stalinowi. Decyzja ta przesądziła o sprawie Polski i zezwoliła bezwzględnemu dyktatorowi na prowadzenie polityki, w której stosował wszystkie chwyty niedozwolone, uznając je za dozwolone, a następnie przechodząc z jej skutkami do porządku dziennego. To takie połączenie makiawelizmu z czymś, co dzisiaj nazwalibyśmy polityką faktów dokonanych, pomijając oczywiście to, że cele, do jakich dążył były chore i pozbawione jakiejkolwiek argumentacji.
Jednak, jakby tego było mało, nikt w ogóle nie pokusił się o zapytanie Polaków o zdanie na temat ich własnej ojczyzny. Co gorsza, nasi rodacy nie mieli nawet pojęcia o owych postanowieniach. Przez wysokie ambicje Roosevelta, który po raz ponownie pragnął wygrać w zbliżających się wyborach prezydenckich w 1944 roku, przekonano członków konferencji do ścisłego utajnienia wszystkich postanowień dotyczących Polski. W sposób ten Brytyjczycy po raz ponownie nie pomogli nam, kiedy mogli, co w zasadzie można byłoby nawet uznać za zdradę. Pierwszym takim wydarzeniem było niepoinformowanie polskich władz o ustaleniach paktu Ribbentrop-Mołotow, o których doskonale wiedzieli zarówno Brytyjczycy, jak i Francuzi.
W związku z tym, że dowódcy Armii Krajowej nie wiedzieli, co ich czeka, czas zbrojnego wystąpienia planowali tylko na parę dni. W tym czasie sowiecka armia miała dotrzeć do naszej stolicy i nas wspomóc.
Tak się niestety nie stało, choć istotnie Rosjanie dotarli pod Warszawę. Na tym jednak poprzestali, choć zrobić mogli naprawdę wiele. Józef Stalin wydał bezwzględny zakaz pomagania polskim żołnierzom i powstańcom. Sowieci mieli jedynie pozostać i czekać, aż zbrojne wystąpienie ustanie, a oni bez przeszkód i praktycznie żadnych strat będą mogli wkroczyć do miasta i przejąć władzę.
Powstanie warszawskie, bądź co najmniej pewna forma powstania w Polsce, była planowana dużo wcześniej, w ramach Operacji „Burza”. Od samych początków, Armia Krajowa planowała narodowe powstanie przeciw niemieckim wojskom. Pierwsze plany stworzone przez polski rząd emigracyjny w 1942 roku zakładały, że inwazja aliantów na Europę będzie prowadziła do wycofania znacznych sił niemieckich ze wschodniego frontu, aby mogły one bronić Trzeciej Rzeszy. Armia Krajowa działałaby tak, aby przeszkodzić Niemcom w zrobieniu przerzutu oddziałów wojskowych z powrotem na zachód i pozwolić brytyjskim oraz amerykańskim siłom zawładnąć Niemcami przez zerwanie wszystkich połączeń komunikacyjnych z głównymi siłami skoncentrowanymi na Związku Radzieckim.

Rząd emigracyjny stawał na głowie, zdobywał się na, czasem nawet szalone, wysiłki dyplomatyczne i robił co tylko mógł, aby sojusznicy udzielili wsparcia na początku walk. Niestety, mówiąc delikatnie i dyplomatycznie, wsparcie dla polskich żołnierzy nie było zbyt wysoko na liście ich priorytetów, pomimo że prowadzili oni niemal takie same operacje wojskowe w krajach, takich jak: Albania, Czechosłowacja, Francja, Grecja, Włochy, Norwegia czy Jugosławia. Na wzięcie pod uwagę naszych próśb musieliśmy czekać aż do grudnia 1944.

Dla Sowietów to było bardziej przeszkodzą niż pomocą. Polsko-radzieckie stosunki zostały zerwane 25 kwietnia 1943 roku, wskutek zbrodni katyńskiej. Stało się więc oczywiste, że nadchodząca Armia Czerwona może nadejść nie jako wyzwoleńca, ale wręcz odwrotnie – jako późniejszy okupant. 26 listopada 1944 roku, polski rząd emigracyjny podjął decyzję, że jeśli stosunki z Rosją nie zostaną przywrócone przed ich wejściem do Polski, to Armia Krajowa ma pozostać w podziemiu do czasu wydania dalszych instrukcji. Jednak dowódca AK miał inny punkt widzenia i 30 listopada 1943, finalna wersja planu, nazwana Operacją „Burza”, została zatwierdzona.
Warunek ten został spełniony w dniu 13 lipca, kiedy to Rosjanie w ramach operacji „Bagration”, przekroczyli polską, starą granicę. W tym momencie Polacy musieli zdecydować, czy rozpocząć powstanie w obecnej, trudnej politycznie sytuacji i ryzykować z sowieckim wsparciem, czy zmierzyć się ze stalinowską propagandą, opisującą AK jako kolaborantów i tchórzy. Plan miał zamiar być zarówno polityczną manifestacją wpływu polskiego rządu emigracyjnego, jak i bezpośredniego sprzeciwu wobec niemieckim okupantów. Obawą było to, że w następstwie wojny alianci mogliby zignorować legalny polski rząd, mieszczący się wówczas w Londynie.
Było oczywiste, że Polska zostałaby „wyzwolona” przez Armię Czerwoną i wtedy Związek Radziecki nie uznawałby polskiego rządu emigracyjnego. Rząd zatem zatwierdził plan powstania warszawskiego na pierwszego sierpnia 1944 roku.
To Warszawa została wybrana na miejsca wybuchu powstania, ze względu na swój status - przedwojennej stolicy i częściowo także przez założenie, że Niemcy będą chcieli okupować miasto tak długo, jak będzie to tylko możliwe, aby jeszcze bardziej poniżyć Polaków jako naród. Poniekąd, choć już bardziej drugoplanowo, także jako główna baza komunikacji, zaopatrzenia i logistyki.
Kiedy generalny gubernator Hans Frank wezwał pod broń około 100 tysięcy mężczyzn w wieku 17-65 lat, AK wzięła tę decyzję za próbę zniszczenia sił polskiego podziemia i nakłoniła mieszkańców Warszawy do jej zignorowania. W obawie przed niemieckim akcjami odwetowymi w związku z zignorowaniem rozkazu gubernatora i wierząc, że nadszedł idealny czas generał Tadeusz Bór-Komorowski postanowił wydać rozkaz pełnej mobilizacji AK.
Decyzja ta miała kluczowe znaczenie. Stalin oficjalnie potępił i wyraził oburzenie za brak konsultacji z nim w sprawie powstania i w związku z tym podejrzewał podstęp ze strony swoich zachodnich sojuszników. Patrząc w przeszłość, obie strony ścigały się o przyporządkowanie sobie regionu, Armia Krajowa chciała prozachodniego rządu polskiego, a Sowieci komunistycznego reżimu.
Tymczasem oficjalna stalinowska propaganda przedstawiała polskie podziemie jako nie walczących ze wspólnym wrogiem i „czekających z założonymi rękami” zagubionych ludzi.

Nawiązując do wielu historyków, główną tego przyczyną był prawie kompletny brak pomocy ze strony sojuszników. Ograniczone wsparcie w formie zrzutów uzyskaliśmy od zachodnich sojuszników. Zwłaszcza brytyjskie siły zbrojne, w których latali Polacy, Australijczycy, Kanadyjczycy a nawet Południowi Afrykańczycy, wykonali 223 zrzuty i stracili przy tym 34 maszyny. Jednak efekt tego był głównie psychologiczny. Dostarczyli oni o wiele mniejszą liczbę zaopatrzenia niż było powstańcom potrzebne, a wiele przesyłek lądowało na terytoriach kontrolowanych przez wroga, a więc natychmiastowo przepadało.
Amerykańskie wsparcie również było ograniczone. Po sprzeciwie Stalina w sprawie pomagania powstańcom, brytyjski premier Churchill zatelegramował do prezydenta USA Franklina D. Roosevelta 25 sierpnia i zaproponował wysyłanie samolotów wbrew rosyjskiemu dyktatorowi, aby zobaczyć, jak on na to zareaguje. Roosevelt niestety nie popierał tego pomysłu, ponieważ nie chciał denerwować Stalina przed konferencją w Jałcie. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że Amerykanie posiadali bazę lotniczą na Ukrainie, z której spokojnie mogli dokonywać zrzutów.
Kiedy Stalin dowiedział się o tej akcji, natychmiast zabronił wszystkim sprzymierzeńcom przelatywać przez jego przestrzeń powietrzną i nie pozwolił korzystać z rosyjskich lotnisk. W związku z tym zrzuty musiały być wykonywane z odległych Włoch, co znacząco zredukowało możliwości samolotów i zawartość przesyłek. Sowieci posunęli się nawet do zestrzelenia paru przelatujących samolotów. Dopiero około 6 tygodni od rozpoczęcia powstania, 18 września zezwolono na jeden lot i tankowanie na rosyjskich lotniskach. Było to jednak za mało i już za późno. Od 14 do 28 września Rosjanie sami zrzucali zaopatrzenie, niestety jednak większość z nich uległa zniszczeniu, ponieważ upadały na ziemię przeważnie bez spadochronów.

Rola Armii Czerwonej podczas warszawskiego powstania wciąż pozostaje kwestią sporną i jest dyskutowana przez wielu historyków. Jedną z przyczyn, dla których ponieśliśmy klęskę był brak pomocy z rosyjskiej strony. Powstanie zaczęło się, gdy wojska radzieckiej armii pojawiły się na przedmieściach miasta i Polacy liczyli na ich pomoc. Ten podstawowy scenariusz powstania przeciwko Niemcom powstał parę dni przed przybyciem wojsk alianckich po pomyślnych operacjach w wielu europejskich miastach, szczególnie w Paryżu i Pradze. Jednak Armia Czerwona nie zapewniła dostatecznej pomocy, pomimo ulokowania swoich jednostek zaledwie parę kilometrów od głównego pola walki. Niektórzy zachodni historycy, zarówno jak oficjalna wersja komunistycznych rządów w Polsce przed 1989 rokiem, uważała, że Armia Czerwona, wycieńczona przez długą drogę do Warszawy, nie odczuwała dostatecznej siły, aby stawić opór niemieckim wojskom i wspomóc żołnierzy AK, co dla każdego, kto dzisiaj to czyta i rozumie powagę tamtych spraw, wydaje się wprost kuriozalne.
Podsumowując, osobiście uważam, że powstanie to z samego początku było już skazane na klęskę. Przy ówczesnych możliwościach, siłach i zapleczu militarnym, nie było żadnej mowy o tym, aby ot tak, po prostu wypędzić Niemców z okupowanej Warszawy. Dowódcy nie wzięli pod uwagę, że mogą stracić Warszawę i co gorsza aż tyle ludności zarówno cywilnej, jak i wojskowej.
Niemniej jednak, gdy powstanie już się rozpoczęło, jest okrutną prawdą to, że tak naprawdę nie otrzymaliśmy pomocy z sojuszniczych państw. Państw, które deklarowały wsparcie i mogły go naprawdę udzielić. Wielka Brytania nie chciała wtrącać się sama, tj. bez Stanów Zjednoczonych, w ten konflikt. USA z kolei, z egoistycznym Rooseveltem na czele, dbała tylko o siebie, bojąc się ewentualnych konfliktów ze Stalinem. A Stalin ze swoją komunistyczną ideologią chciał zawładnąć jak największą ilością ziem i ludzi. Toteż wolał pozostawić Warszawę na pastwę losu tak, aby później do niej wchodząc nie musiał się zbytnio wysilać, aby ją zdobyć. W głębi rzeczy on tylko udawał, że jest sojusznikiem. Przez pojedyncze zrzuty, które - biorąc pod uwagę skalę potrzeb – nie robiły większej różnicy stwarzał pozory, że pomaga. W rzeczywistości przeszkadzał. Osiągnął swoje cele.
Jedynym pozytywnym skutkami powstania, które przychodzi mi na myśl jest pokazanie, że Polacy potrafią pracować razem ponad podziałami. Dobrze zakonspirowanie i zorganizowane państwo podziemne, w którym współdziałały różne organizacje, wcześniej do konsensusu nie dochodząc jest na to idealnym przykładem.
I dzięki takiemu przykładowi polskie społeczeństwo było, często nawet i jest, określane jako patriotyczne i bohaterskie. Szkoda jednak, że nie przyniosło oczekiwanego efektu politycznego i militarnego oraz skutkowało utratą niepodległości i całkowitym uniezależnieniem od Związku Radzieckiego.
Marcin Pośpiech
Bibliografia:
- Wikipedia, wolna encyklopedia
- Dialog Pokolenia Pomostu z Pokoleniami Ojców i Kolumbów, czyli refleksje o Powstaniu Warszawskim 1944, Prof. dr Andrzej Targowski
- Tragicznym sensie i błędach Powstania a uniwersalnych wartościach walki, etosu i ofiary powstańców, Prof. dr Andrzej Targowski
Zdjęcia:
- Flaga Armii Krajowej, źródło: Wikipedia
- Zdzisław Poniatowski, Ryszard Zelwiański “Batalion AL im. Czwartaków”, 1971r.
- Zdjęcie z ekshumacji ciał polskich oficerów zamordowanych przez NKWD w Katyniu w 1940, Katyń 1943, autor nieznany
- Wacław Król “Zarys działań polskiego lotnictwa w Wielkiej Brytanii 1940-1945″
- Jerzy Piorkowski (1957). Miasto Nieujarzmione. Warszawa: Iskry.
Napisane 01 sierpnia 2008 o 17:00:55
W kategorii
My life
|
Ogólne
|
Polityka
| 5 komentarzy »
„Ribbentrop-Mołotow, o których doskonale wiedzieli zarówno Brytyjczycy, jak i Francuzi.”
Możesz dokładnie powiedzieć skąd to?
Co do egoizmu Roosvelta to czemu się dziwić? Taka jest dyplomacja! Co go interesuje Polska, skoro może rzucić ją na Pożarcie Stalinowi i wygrać wojnę? To samo Churchill. Czy to, że chciał wspomóc Polskę jest przejawem czystych intencji? A może po prostu chodziło o zaprezentowanie Stalinowi, że to nie on rozdaje karty. Wynika z tego, że każdy z przywódców dbał o swoje interesy.
Charles E. Bohlen: Witness to history, 1929-1969. Londyn: Weidenfeld and Nicolson, 1973.
Amerykanie mieli swoją wtyczkę – dyplomatę Hansa von Herwatha, który przekazał im pełną treść traktatu wraz z utajnionym protokołem dodatkowym. Von Herwath nie chciał wojny, dlatego współpracował. Znał się także osobiście pułkownikiem von Staufenbergiem, pomagał przy zamachu na Hitlera.
„Wynika z tego, że każdy z przywódców dbał o swoje interesy.”
I nie inaczej Polacy (choć nieco mniej udolnie). Pachnie to nieco hipokryzją, gdy z jednej strony uświadamia nam się, że Powstanie było politycznie wymierzone m.in. przeciw ZSRR (tzn. miało ograniczyć radzieckie wpływy w Polsce), a z drugiej wypomina się Stalinowi, że „udawał, że jest sojusznikiem”, bo nam w osiągnięciu tego celu nie dopomógł.
Z drugiej strony, wskazywanie „ratowania stolicy przed zagładą ze strony hitlerowskiej armii” jako celu Powstania, który to cel miał zostać mianowicie zrealizowany poprzez organizowanie w mieście regularnej bitwy, i to w sytuacji, gdy Armia Czerwona stoi, jak pisze autor, na przedmieściach, to jednak cokolwiek naiwna wizja, mająca chyba służyć tylko uzasadnieniu pretensji, że Ruscy nie pomogli (no bo my niby solidarnie, z nimi, na Niemców).
To wszystko za proste ;-)
Więcej – w moim poście – http://nyetopyr.wordpress.com/2008/08/04/powstanie-warszawskie/ (na wypadek, gdyby trackback nie zadziałał :P)
>Chciał on zawładnąć naszym krajem, co prawda nie przez dokonanie aneksji czy też inkorporacji, ale poprzez sterowanie wysłanym przez siebie rządem – Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego.
To dyskusyjne- coraz częściej się mówi, że miał w planach przyłączenie Polski jako kolejnej republiki. Ale to dzisiejsza rzeczywistość. Gdy ktoś mówi, że Stalin chciał wywieźć wszystkich Polaków na Sybir- jest patriotą. Historia jest dziś traktowana jako środek, a nie cel, dlatego też pozwolę sobie podjąć polemikę z pewnymi fragmentami tekstu.
>Powstanie miało także jawnie sprzeciwić się nowemu „porządkowi politycznemu”, ustalonemu przez tzw. Wielką Trójkę, czyli Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię i Rosję. Państwa te pod koniec 1943 roku wspólnie ustaliły granice, podział i „przynależność” całej Europy Wschodniej, dzieląc je na strefy operacyjne
Powstanie to miało pokazać Sowietom, ze są na obcym podwórku. Było wymierzone w Związek Radziecki- na zasadzie albo nas zastrzelicie, albo nas uznacie. Przywódcy powstania liczyli na to, iż Niemcy z radością przyjmą powstanie strefy polskiej, jako bufora pomiędzy nimi a Sowietami. Dowództwo krajowe AK mogło uważać, iż Rzesza zgodzi się na powstanie tam namiastki państwa polskiego, co stawiałoby rząd londyński w dużo lepszej sytuacji. Nie chodziło o złamanie stref wpływów- polski rząd na zachodzie był płotką, zbyt chudą rybą, by się go o cokolwiek pytano. Tak więc niewiele wiedział. Jasne dla rządu londyńskiego było jedno- że kraj ma wschodnią granicę długości 1412 km, rozciągajacą się od granicy z Łotwą po Rumunię. Przeliczyli się.
>Związek Radziecki niemal zażądał, aby nasza ojczyzna znalazła się w strefie operacyjnej Armii Czerwonej.
Związek Radziecki zażądał prostej zasady- ile zdobędziesz, tyle masz. Tej zasady przestrzegano aż do końca. Żołnierze Armii Czerwonej złożyli daninę krwi sześciuset tysięcy poległych w trakcie wal na ziemiach polskich. Jak tu się dziwić, że Sowiety uznali teren za swoją strefę wpływów?
Poza tym- prosta kalkulacja. Ile dywizji miała Armia Czerwona na tym froncie? 120. A ile dywizji mieli tamAmerykanie i Brytyjczycy? Do kogo należą więc zdobycze?
>Niestety zarówno prezydent Franklin D. Roosevelt, jak i premier Winston Churchill, przedstawiciele odpowiednio USA i Wielkiej Brytanii, ulegli Stalinowi
Oni mu nie ulegli, bo nie mieli w czym mu ulegać. Zdobyli się na polityczną kalkulację: w prawym słupku wypisywali korzyści z maiażu z „zachodnią Polską”, a w lewym wypisywali ewentualne koszty i straty. Między obydwoma słupkami była różnica mniej więcej taka, jak między słupkiem PKB Luksemburga a Południowego Sudanu.
>To takie połączenie makiawelizmu
To niewiela ma wspólnego z Machiavellim ;) Wbrew pozorom, Machiavellego państwa koncepcja ma dużo wiecej wspólnego z obecnymi, demokratycznymi i liberalnymi społeczeństwami, niźli z jakimkolwiek totalitaryzmem.
>Jednak, jakby tego było mało, nikt w ogóle nie pokusił się o zapytanie Polaków o zdanie na temat ich własnej ojczyzny.
Tak samo, jak Polacy w 19’ nie pytali się Ukraińców o ich zdanie, w sprawie ich ojczyzny, lecz najwzyczajniej połowę jej anektowali. Tak samo, jak Amerykanie nie pytali się Afgańczyków i Irakijczyków o przyszłość ich ojczyzny, lecz dokonali na obydwa kraje najazdu. Przykłady możnaby mnożyć. Jak już wspominałem- Stalin miał 120 dywizji, Polacy mieli tysiące mieszkańców lasów, niewyszkolonych i kiepsko uzbrojonych. Kto panował na tym podwórku?
>W sposób ten Brytyjczycy po raz ponownie nie pomogli nam, kiedy mogli, co w zasadzie można byłoby nawet uznać za zdradę.
Przed upadkiem Francji i po agresji III Rzeszy na ZSRR Polska była przez Brytyjczyków dymana na całej linii. Polska znacyzła dla nich mniej więcej tyle, ile dla Sarkozy’ego i Browna znaczy dziś Gruzja. Albo jeszcze mniej, bo gruziński prezydent głosniej krzyczy.>W związku z tym, że dowódcy Armii Krajowej nie wiedzieli, co ich czeka, czas zbrojnego wystąpienia planowali tylko na parę dni. W tym czasie sowiecka armia miała dotrzeć do naszej stolicy i nas wspomóc.
Powstanie- owszem, miało trwać parę dni. A potem Niemcy mieli zabrać manatki i wynieść się z miasta. Na zasadzie- możecie wyjść z miasta nieatakowani, w zamian za pozostawione skłądy broni i amunicji i niepisany pakt o nieagresji. Na nieszczęście Warszawiaków Hitler nie był już wówczas w pełni poczytalny.
>Tak się niestety nie stało, choć istotnie Rosjanie dotarli pod Warszawę. Na tym jednak poprzestali, choć zrobić mogli naprawdę wiele. Józef Stalin wydał bezwzględny zakaz pomagania polskim żołnierzom i powstańcom.
I tu najsmakowitsze kąski, jak zwykle. Czy dotarli? Różnie to można pojmować. Pod Warszawę mogły podchodzić czołówki Frantu Białoruskiego, awangarda. Lecz te oddziały były szybko wychwytywane i likwidowane. Z raportów terenowych oddziałów AK wynikało, iż w dniu wybuchu powstania szpica pancerna frontu Białoruskiego była… 20 km na północ od Modlina, gdzie toczyła ciężkie walki z niemieckimi dywizjami pancernymi. O ile się orientuję oznacza to, że miała jeszcze 100 km do Warszawy. I teraz ciekawa historia. Raport z położeniem wojsk sowieckich dotarł do Generała „montera” Chruściela, on go przyjął i… najprawdopodobniej zataił jego treść przed Borem-Komorowskim. Przynajmniej tyle wynika z dokumentów ze sztabu dowództwa, które nie wspominają o referowaniu treści meldunku przez „Montera”.
Powstanie wybucha. Dowódca frontu Białoruskiego, Konstanty Rokossowski (Polak notabene) przysyła do odpowiedzialnego za sprawy wschodnie Generała… „Montera” łącznika z informacją, iż jego wojska są o dwa tygodnie od Warszawy i wydatnie lądowo pomóc nie może, natomiast prosi o pozycje wojsk niemieckich oraz o podanie obiektów wojskowych, celem ich zbomabardowania. Generał Chruściel odprawia go słynnym „sami sobie z Niemcami poradzimy”. Dopiero potem przychodzi rozkaz wściekłego Stalina o zakazie wspierania powstania, a obrażony na Powstańców Rokossowski zostaje odwołany ze stanowiska.
Gdyby Polacy poprosili o wsparcie artyleryjskie, Niemcy inaczej by śpiewali. Na pytanie skierowane do mieszkańców Warszawy o to, co było najbardziej uciązliwe w trakcie powstania, odpowiadają najczęściej „naloty”. Czy nie było by mądrym posunięciem wysłanie sowietom namiarów Okęcia, z któego startowały Stukasy? Oczywiście duma (lub głupota) Chruściela na to nie pozwoliła. I widać było, jak poradził sobie z Niemcami…
>Od samych początków, Armia Krajowa planowała narodowe powstanie przeciw niemieckim wojskom.
Od samych początków Armia Krajowa była przygotowywana do chroneinia struktur pańśtwa polskiego. Zadaniem AK było osłanianie tychże struktur oraz reagowanie na próby ich likwidowania. Dopiero na szarym końcu dowództwo londyńskie AK dopuszczało obronę ludności cywilnej. Sama armia miała faktycznie przygotowywać grunt pod przejęcie władzy przez rząd londyński.
>Armia Krajowa działałaby tak, aby przeszkodzić Niemcom w zrobieniu przerzutu oddziałów wojskowych z powrotem na zachód i pozwolić brytyjskim oraz amerykańskim siłom zawładnąć Niemcami przez zerwanie wszystkich połączeń komunikacyjnych z głównymi siłami skoncentrowanymi na Związku Radzieckim.
W operacji Burza AK miała za zadanie likwidować resztki wojsk niemieckich i zajmować miasta, by witać Sowietó w roli gospodarzy. Takie rzeczy jak wysadzanie pociągów były rzadkimi przypadkami- pociagi wysadzała raczej AL.
>Rząd emigracyjny stawał na głowie, zdobywał się na, czasem nawet szalone, wysiłki dyplomatyczne i robił co tylko mógł, aby sojusznicy udzielili wsparcia na początku walk.
Rząd emigracyjny stawał na głowie, pieniąc się ze złości po rozpoczętym powstaniu. To była awantura polityczna, strzał w kolano. Niemcy były coraz bliżej upadku, chyliły się pod kolejnymi ciosami aliantów. Roosvelt i Churchill na siłę starali się unikać punktów zapalnych ze stalinem, by ten przypadkiem nie wstrzymał ofensywy i nie zaczął paktować z Niemcami, lub nie złamał poprzednich ustaleń (pakt z 26 sierpnia 39’ pozostawał w pamięci). Kolejne porozumienia nosiły znamiona udanych kompromisów. A tu nagle, ni stąd, ni z owąd, gdzieś na wschodzie wybucha powstanie Polaków. Bez uzgodnień z kimkolwiek. To tak, jakby dziś Kaczyński wysłał wojska do ataku na obwód Kallingradzki. Albo, przenosząc w inne realia- gdyby załoga którejś ze strajkującej fabryk polskich przed samymi wyborami w 89’ ogłosiła powstanie „przeciw komunie”, z rurek miedzianych zrobiliby sobie pistoleciki, z siarki, węgla i saletry proch i zaatakowaliby z tym posterunek policji. Potem zaczęliby bronić zakładu przed natarciem sił porządkowych, robiąc wyrzuty wszystkim inym strajkującym załogom, czemu nie przychodzą im z pomocą.
>czy zmierzyć się ze stalinowską propagandą, opisującą AK jako kolaborantów i tchórzy.
... i mającą w tej materii nieco racji. Tak, Armia Krajowa miała szerokei doświadczenia z kolaboracji z Niemcami- od dostarczania przez tych drugich broni ( w zamian za wzajemne nieatakowanie się), aż po prawo swobodnego poruszania się (w mundurach!) po miastach okupowanych przez Niemców (w zamian za zwalczanie partzantki białoruskiej). Umówione wyjście Niemców z warszawy nie byłoby więc zbyt wielkim szokiem…
>Obawą było to, że w następstwie wojny alianci mogliby zignorować legalny polski rząd, mieszczący się wówczas w Londynie.
... co od czerwca 1941 roku sukcesywnie czynili
>To Warszawa została wybrana na miejsca wybuchu powstania, ze względu na swój status – przedwojennej stolicy i częściowo także przez założenie, że Niemcy będą chcieli okupować miasto tak długo, jak będzie to tylko możliwe, aby jeszcze bardziej poniżyć Polaków jako naród.
Teza o poniżeniu Polaków jest, z całą sympatią, nieco śmieszna. Warszawa- ponad milionowe miasto, centrum kraju- idealne miejsce na podjęcie wysiłku zbrojnego. To Warszawa była najdłużej broniącym się ośrodkiem miejskim we wrześniu, to Warszawa była stolicą. A wiadomo, iż kto ma stolicę, ten ma władzę.
>Kiedy generalny gubernator Hans Frank wezwał pod broń około 100 tysięcy mężczyzn w wieku 17-65 lat, AK wzięła tę decyzję za próbę zniszczenia sił polskiego podziemia i nakłoniła mieszkańców Warszawy do jej zignorowania.
To nie miało nic wspólnego z likwodowaniem podziemia, a Frank wzywał nie „pod broń”, lecz „pod łopatę”. Ogłoszono „Festung Warchau”, a ci mężczyźni mieli za zadanie to ogłoszenie spełnić (przystosować miasto do wielomiesięcznej obrony). To też wpłynęło na decyzję o wybuchu powstania- po wycofaniu się Niemców Warszawa mogła wyglądać jak Stalingrad.
>Nawiązując do wielu historyków, główną tego przyczyną był prawie kompletny brak pomocy ze strony sojuszników
Przyczyną braku zrzutów był sprzeciw aliantów wobec tej decyzji. Wyobraź sobie sytuajcę, że jakiś karzełek (bo taki status miała RP) włącza się między bójkę trzech olbrzymów (niebieskiego, brunatnego i czerwonego), stając miedzy czerwonym i bunatnym i okładając tego drugiego piąstkami po kostkach. Czy, będąc czerwonym lub niebieskim olbrzymem, przyjąłbyś to bezkrytycznie i chciałbyś temu karłowi pomóc? Czy moze czekałbyś, aż brunatny da mu nauczkę?
>Było to jednak za mało i już za późno
Oczywiście, że było to za mało. Gdyby Alańci przysłali nam pułk artylerii, broń maszynową dla kilku dywizji, środki ppanc i plot, to też byłoby za mało. Co za szaleniec idzie na wojnę z wciąż wileką potęgą militarną, mając w dłoni pistolet domowej roboty? Żaden. Chyba, że liczy na bezkonfliktowe cofnięcie się mocarstwa.
>Od 14 do 28 września Rosjanie sami zrzucali zaopatrzenie, niestety jednak większość z nich uległa zniszczeniu, ponieważ upadały na ziemię przeważnie bez spadochronów.
To jak? Kiedy zrzuty są z wysoka i na spadochronach, to źle, bo zaopatrzenie leci „gdzieś”, a jak zrzuty są niższe i bardziej precyzyjne (lecz bez możliwosci otwarcia spadochronów), to też niedobrze. Pytanie jest proste- czy winą aliantów były niecelne zrzuty, czy może winą AK było iść do powstania z połsprawną bronią i garścią amunicji?
>Niektórzy zachodni historycy, zarówno jak oficjalna wersja komunistycznych rządów w Polsce przed 1989 rokiem, uważała, że Armia Czerwona, wycieńczona przez długą drogę do Warszawy, nie odczuwała dostatecznej siły, aby stawić opór niemieckim wojskom i wspomóc żołnierzy AK, co dla każdego, kto dzisiaj to czyta i rozumie powagę tamtych spraw, wydaje się wprost kuriozalne.
Czytam to dziś i rozumiem powagę tamtych spraw i wcale nie jest to dla mnie kuriozalne. Nie zapominaj, ze Armia Czerwona była jedyną europejską armią, któa nie miała odgórnego zaopatrzenia w żywność. Co to oznacząło w praktyce? Ano to, że przed każdą ofensywą dowódcy musieli splądrować jak największy obszar terenu, a w trakcie walk musieli się martwić i znalezienie wyżywienia dla swoich żołnierzy ( w myśl zasady- kto nie kradnie, ten nie je). Poza tym nie zapominajmy o jednym- Od Stalingradu Armia Czerwona była w niemal ciągłym natarciu. W takiej sytuacji na słowa „linie zaopatrzenia” każdy sowiecki oficer się wzdrygał. Wisła była naturalną przeszkodą, o którą mogli oprzeć się Sowieci. Następną taką przeszkodą była dopiero Odra. Sytuacja mniej więcej taka- 1000 km na wschód był ostatni dłuższy postój, a jak ruszymy z dalszą ofensywą, to następny będzie za kolejne 400km. Nie zapominajmy, że w trakcie ofensywy wiślańsko-odrzańskiej Swieci też nie mieli prostego zadania, a byli wówczas dużo lepiej zaopatrzeni, z uzupełnionymi brakami w uzbrojeniu, a i przeciwnik był dużo słabszy. To trochę tak jak z samochodem, który dojeżdża do stacji i pali mu się rezerwa, a zaraz za stacją macha ręką autostopowicz, prosząc o natychmiastową podwózkę. Owszem, pojedzie jeszcze parę kilometrów, lecz kto mu zagwarantuje, że dojedzie do kolejnej stacji? Czy w takiej sytuacji nie będzą musieli obaj pchać samochodu dalej? Czy może ze złości zatłucze wcześniej autostopowicza?
>Podsumowując, osobiście uważam, że powstanie to z samego początku było już skazane na klęskę. Przy ówczesnych możliwościach, siłach i zapleczu militarnym, nie było żadnej mowy o tym, aby ot tak, po prostu wypędzić Niemców z okupowanej Warszawy.
To tylko potwierdza tezę, któą postawiłem ładne pół roku temu, a na udowodnienie któej wciąż zbieram materiały. Powstańcy nie zakładali długotrwałej walki z Niemcami- liczyli na to, że Niemcy się wycofają i zostawią składy broni i zaopatrzenia. Z punktu widzenia Niemców byłby to interes świetny-oto powstaje oddzielający ich od Sowietów twór, któy Sowieci albo uznają, albo zdepczą. Jak uznają, to uznają również, iż są na obcym terytorium, co być może ostudzi ich zapał. Jak zdepczą, to Niemcy i tak nic nie stracą, a być może Alianci się za łby wezmą.
>Dowódcy nie wzięli pod uwagę, że mogą stracić Warszawę i co gorsza aż tyle ludności zarówno cywilnej, jak i wojskowej.
Ja, przyznam szczerze, nie rozrywam szat nad biednym dowódctwem. Owszem, śmierć tylu tysięcy Warszawiaków oraz zniszczenie Warszawy to wielkie zbrodnie, za które odpowiedzialni są tylko i wyłącznie dowódcy Powstania. Bo oni się sami o te sto ileś tysięcy poległych i morze gruzów prosili.
A z własnych przemyśleń dodam jedno- ilu Żydów zmarło przez polską głupotę? Ilu Żydów poumierało w marszach śmierci i w obozach w trakcie tych dwóch miesięcy wstrzymanej ofensywy? Czy ktoś to kiedyś policzył? Czy ktoś za to przeprosił?
>A Stalin ze swoją komunistyczną ideologią chciał zawładnąć jak największą ilością ziem i ludzi. Toteż wolał pozostawić Warszawę na pastwę losu tak, aby później do niej wchodząc nie musiał się zbytnio wysilać, aby ją zdobyć.
Ja nie rozumiem jednego. Skoro Stalin był taki zły, skoro używa się go dziś jako synonimu antypolaka i dyktatora, to z jakiej racji ktokolwiek oczekiwał od niego pomocy? Zapytam inaczej- jaki on miał interes w pomaganiu Warszawie? Przecież on Warszawiaków ani nie zaatakował, ani ich nie ostrzelał- po prostu im nie pomógł. Czy coś go zobowiązywało to pomocy im? Czy ktoś go przed powstaniem uprzedził, że pomoc będzie potrzebna? Nie! Co więcej, propozycje pomocy sowieckiej zostały przez dowództwo AK odrzucone. Stalin mógł o tym wiedzieć, mógł poczuć się obrażony i chiał być może udowodnić, ile w tym regionie znaczy.
>Jedynym pozytywnym skutkami powstania, które przychodzi mi na myśl jest pokazanie, że Polacy potrafią pracować razem ponad podziałami.
Owszem. W powstaniu brały udział liczne związki konpiracyjne. Od AK, po AL. Pojawia się jednak pytanie, czy oni walczyli dla „jednosci narodowej”, czy dla ratowania własnej skóry? Bo jedność owa trwała krótko. Dziwnym trafem powstańcy mówią o np. stosunku ludności do nich tylko w wymiarze pierwszych dwóch tygodni. Bo po tych dwóch tygodniach białoczerwona opaska na ramieniu powodowała dosć szybki i rwący potok przekleństw, a ludnosć cywilną można było skłonić do współpracy co najwyżej za pomocą broni palnej. Od tamtego czasu każdy dbał już o własne cztery litery, gdy było jasna, że powstanie jako całość upadnie, powstańcy jako jednostki zaczęli myślec o sobie. I to był koniec n„arodowej jedności”.
Ja zauważam jeszcze jeden skutek. Cytując któregś z członków Politbiura: po czymś takim, to i drugi Katyń potrzebny nie będzie. I to jest prawda. Po powstaniu Warszawskim zagrożenie ze strony młodej, patriotycznej młodzieży inteligenckiej było dużo mniejsze. Bo i ta młodzież niemal wymarła. I nikt nie musiał strzelać w tył głowy. Sami sobie strzelili.